wklejto.pl

Dodane przez: ~Anonim (2018-02-21 00:57) -> text
1.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.
9.
10.
11.
12.
13.
14.
15.
16.
17.
18.
19.
20.
21.
22.
23.
24.
25.
26.
27.
28.
29.
30.
31.
32.
33.
34.
35.
36.
37.
38.
39.
40.
41.
42.
43.
44.
45.
46.
47.
48.
49.
50.
51.
52.
53.
54.
55.
56.
57.
58.
59.
60.
61.
62.
63.
64.
65.
66.
67.
68.
69.
70.
71.
72.
73.
74.
75.
76.
77.
78.
79.
80.
81.
82.
83.
84.
85.
86.
87.
88.
89.
90.
91.
92.
93.
94.
95.
96.
97.
98.
99.
100.
101.
102.
103.
104.
105.
106.
107.
108.
109.
110.
111.
112.
113.
114.
115.
116.
117.
118.
119.
120.
121.
122.
123.
Leoman siedział na pomoście beztrosko mącąc przykrótkimi kulasami wodę. Z 
oczu płynęły mu krokodyle łzy, gdy spoglądał z czułością na wypalony wr
ak drakkara Demon. Dobrze pamiętał ten dzień, gdy okoliczna czerń wlała si�
� na zacumowany w Pianie okręt, by plądrować, niszczyć i gwałcić.
 
Westchnął żałośnie.
 
 
 
"A tyle razy mówiłem, prosiłem Tyga, żeby nie zabraniał nam zostawiać obro
ny statku w porcie." Ogr na te lamenty śmiał się tylko, a szydził, klepiąc 
go ogromną łapą po cherlawych plecach.
 
 
 
Leoman zacisnął pięści. Odgonił obraz kamrata z Gór Szarych przywołując 
inny, nienawistny widok. Oto przed oczyma stanęły mu znów chłopskie batalion
y pod wodzą Rukhara Mithrylowej Pięści, wspierane przez Zeta warte regimenty 
Armii Lyrijskiej, wdzierające się na nieodżałowanego Demona niczym szczury. 
Pamiętał, och, jak dobrze pamiętał żar płomieni trawiących kadłub i masz
t, pochłaniających żagle. Kolejna łza zasiliła wody wokół Ard Skellige.
 
 
 
"Gdzie te czasy, kiedy to Korsarze bezlitośnie łupili świat i byli jego panam
i? Kim wtedy byli chłopi spod Shekhal, noszący śmierdzące skóry i rozrzucaj
ący obornik ognistym trójzębem z ruin, nie znajdując dla niego lepszego zast
osowania? Od kiedy to ten motłoch współpracował ze znienawidzonymi rudymi su
kinsynami, którzy mordowali i palili całe wioski? Co się stało? Kto jest teg
o przyczyną?" - Tak dumał bladoskóry niziołek, a odpowiedź przyszła szybci
ej, niż można było się po nim spodziewać: Całym złem tego świata, niewyt
ępioną zarazą nękającą go na jawie i w koszmarach był on: Białowłosy ko
nus z Kaedwen i jego rozwydrzona hanza.
 
 
 
 
 
- Morholt dałby im popalić... - zaskomlał sam do siebie, ukrywając wymęczon
ą twarz w dłoniach.
 
 
 
Wtem, z siedliszcza przybiegli zasapani piraci: młoda niziołka, dwa ogry - Umg
 i Grumsh oraz zgrzybiały Chor, krasnolud. 
 
Lusteria pomachała wesoło rękami na powitanie i dysząc ciężko powiedziała
 słodkim głosem:
 
 
 
- Leosiu, koniec Twoich smutkow! Rude na przystani!
 
 
 
Bladoskóry Leoman pobladł jeszcze, by zaraz poczerwienieć z wściekłości. W
stał, wyprostował się i rzekł z namaszczeniem:
 
 
 
- Za mną, kamraci! Pomścimy wszystkie krzywdy, pożałują zniszczenia Demona!
 Nie potrzeba nam drakkara, mamy przecież inne statki! Ha! Zobaczycie, pora prz
ywrócić Korsarzom chwałę czasów Morholta!
 
 
 
Widząc podniecenie kompana, Lusteria odruchowo cofnęła się za Grumsha. Ogr o
dwrócił się i popatrzył na nią tępo. Wysapał zgodne: "Ug!", gdy niziołka
 wspięła się na palce i szepnęła mu do ucha, w sekrecie przed pozostałymi:
 "Bardzo boli mnie brzuszek, Grumniu. To znak, ze plan Leosia nie ma prawa się 
udać. Rób co chcesz, ja nie wsiadam."
 
 
 
 
 
 
 
Tymczasem, w gwarnym porcie, niewielki oddział Komanda krył się przed oczyma 
gwardii i nieprzyjaciół. Pozostając pośród cieni, Kilvar bacznie wypatrywa�
� zagrożenia. "Szkoda, że nie ma z nami Bonera. Jego ogorzała morda łatwo wt
opiłaby się w tłum." - pomyślał zerknąwszy na towarzyszy. Elenril i Ellina
el chronili Konsula. Ten ostatni zdawał się być pogrążony w odwiecznych pla
nach zdobycia świata, przerywanych ciągle niespodziewanymi wydarzeniami.
 
 
 
 
 
 
 
Hallgerda łypała na nich nieufnie ze swej śmierdzącej knary. Skąd Scoia'tae
l mogliby wiedzieć, że zdążyła już ostrzec Jarla o ich obecności? Nikt ni
e zwraca przecież uwagi na karłowatych majtków, równie poczciwych, co mało 
rozgarniętych. "Oby tylko ten cuchnący cap z rozumem gremlina nie przyniósł 
mi wstydu w siedliszczu." Splunęła siarczyście na pokład, przeklinając niew
ybrednie swą niewydarzoną załogę. Widząc z oddali umówiony sygnał uśmiec
hnęła się tylko, ukazując otoczeniu znaczne ubytki uzębienia.
 
 
 
 
 
 
 
Czy Leoman poskromi wreszcie prowodyra swych nieszczęść?
 
 
 
Czy Komando obroni się przed atakiem na statku pełnym krwiożerczych piratów?
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Tego wszystkiego i znacznie więcej dowiecie się z kolejnego epizodu Przygód P
sotnych Wiewiórek na Pełnym Morzu, sezon 13, odcinek 3: "Ten ostatni abordaż,
 czyli zemsta Leomana."
Wygenerowano w 0.006s, przy pomocy GeSHi 1.0.8
'
Podziel się na Facebook Podziel się na BLIP Podziel się na Twitter Podziel się na Buzz Podziel się na Flaker Dodaj zakładkę Google Podziel się na Delicious Wykop to!

Nowy Komentarz:

Komentarze:

Brak Komentarzy!